Nazywana Złotym Rogiem zatoka długości około 12 kilometrów jest jednym z najlepszych naturalnych portów świata. Mniej formalnie mianem tym określa się również kilka dzielnic przylegających do zatoki. Także samą nazwę tłumaczy się na dwa sposoby. Jedni twierdzą, że zatokę nazwano tak ze względu na złotawy odblask rzucany na wodę przez zachodzące słońce. Według innych chodzi o pieniądze. Port w Stambule był przez dwa tysiące lat, czyli w czasach cesarstwa bizantyjskiego, a później także imperium osmańskiego, centrum handlu wszystkimi możliwymi towarami i przynosił niemałe zyski. Liczone w złocie. Dziś też nie brakuje tu bazarów. Najsłynniejszy i najbardziej godny uwagi jest Misir Qarsisi - stam-bulski bazar przypraw. Sam budynek jest może mniej efektowny niż sławny Kryty Bazar, ale za to zapach korzeni, cynamonu, pieprzu, szafranu i wszystkiego, co Azjaci dodają do jedzenia, pozostaje w pamięci na długo i jest jednym z najwspanialszych wspomnień ze Stambułu. Zwłaszcza jeśli ktoś lubi targować się do upadłego o 10 dekagramów wschodnich słodyczy lub paczkę tytoniu do fajki. Wtedy dopiero egipski bazar, bo i tak bywa nazywany Misir Qarsisi, rozkwita. Zbiegają się kupcy, awanturze przyglądają się kibice kiwający z szacunkiem głowami, zachwycony handlarz łapie się za serce i przysięga, że kupujący chce zagłodzić jego żonę i dziatki. Bazar żyje, bazar się bawi, bazar uwielbia kłótnie. Trzeba jednak pamiętać, że targi oznaczają, że chce się kupić. Nie wolno ustalić ceny, a potem odejść. To obraziłoby kupca. Dlatego nie należy na przykład pytać o ceny w pięknym i bardzo egzotycznym sklepiku z białymi strojami używanymi przez ośmioletnich chłopców podczas ceremonii obrzezania, wprowadzającej ich w świat dorosłych. Turków trzeba szanować i rozumieć, a oni potrafią się zrewanżować.